trashuję i piszę fiki do moich otp, obecnie: spideytorch, superbat, stony i zawsze rarry.
Na żywo cz. II - W skrytości ducha - fragment 01
Ponieważ was lubię (powiedziała do pustej sali), wrzucam mały fragmencik mojego NaNo2014, które nadal się pisze i betuje się powoooli. Jest to fragment początku drugiej części serii, w całości będącej POV Steve'a.
Śmierć przychodzi powoli, z chłodem przeszywającym do kości. Steve boleśnie czuje, jak cała woda w jego organizmie zamarza, jak lodowata woda z zewnątrz dostaje się do jego płuc. Tonie i zamarza jednocześnie, jakby jedno z nich nie wystarczyło, jakby natura chciała się upewnić, że nawet serum mu nie pomoże.
Zamienia się w bryłę lodu o złamanym sercu.
sss
69 lat później
Pobudka w barakach SHIELD nie należała do przyjemnych.
— Wstawaj, Steve.
Właśnie dlatego.
Steve obrócił się na drugi bok i schował pod kołdrą.
— Wyjdź, nie jestem gotowy.
Został poklepany po głowie, ale zostawiono go samego. Szybko wyszedł z łóżka i zamknął się w łazience, bo wiedział, że za parę minut znowu jego “opiekunka” rozgości się w jego pokoju, pijąc kawę.
Mimo że miał dużo ciepłej wody, wziął szybki prysznic i wycierał włosy ręcznikiem, kiedy usłyszał otwierane drzwi.
— Proszę, nie wylej kawy na moje łóżko — powiedział głośno, gryząc się w język, aby nie dodać “znowu”.
— Spokojnie, Steve.
Pokręcił głową i ubrał się szybko. Nie chciał patrzeć na siebie w lustrze, ale nie mógł tego uniknąć. Wyciągnął mus i spojrzał na swoje odbicie. Robił się coraz lepszy w nakładaniu musu; nie zajmowało mu to tyle czasu, a mimo to był dokładny. Kontakty były nieco trudniejsze do założenia, ale powoli się do nich przyzwyczajał.
Obejrzał się jeszcze w lustrze, czy aby na pewno nie ominął żadnego kawałka, po czym wyszedł z łazienki.
— Nie biegasz dzisiaj? — zapytał, siadając na łóżku, aby założyć buty.
— Już biegałam — odpowiedziała kobieta, popijając kawę. — Starzejesz się, skoro nie potrafisz nawet zobaczyć godziny na zegarku.
Steve zerknął na zegarek; wpół do dziesiątej. Rzeczywiście późno, jak na niego. Stanął na nogi i przeczesał włosy ręką.
— Idziemy do Peggy? — zapytał.
— Pewnie — usłyszał w odpowiedzi.
Spojrzał na kobietę na jego łóżku – Sharon Carter. Nie spodziewał się, że w swoim życiu pozna jeszcze jakąś Carterównę, ale wielu rzeczy w swoim życiu się nie spodziewał i ten fakt nie był nawet w pierwszej dziesiątce. Podejrzewał, że dyrektor SSR – teraz SHIELD – specjalnie przydzielił do niego Sharon, ale wolał się w to nie zagłębiać.
W sumie nie mógł narzekać, bo miał z nią o czym rozmawiać. Peggy była członkiem jej rodziny i często opowiadała Sharon różne historie; czasami kilka razy, ale z tego, co Sharon mu powiedziała, wywnioskował, że lubiła jej słuchać. Teraz miała możliwość usłyszeć to samo z perspektywy Kapitana Ameryki i często wypytywała go o konkretne misje, które powinny być tajne, ale najwyraźniej Peggy nie widziała nic złego w dzieleniu się nimi z małą Sharon.



